Rozdział napisany przez dr. Jana Mitarskiego.

Zoopsycholog H. Hediger uważa lęk za najważniejszą przyczynę działania i ewolucji zwierząt. Pisze on: „Tendencja do ucieczki, strach przed wrogiem, lęk przed ogólnym zagrożeniem, jakkolwiek nazwiemy to zjawisko dominujące nad całą cielesną organizacją i zachowaniem, jest tym afektem, który ma absolutnie dominujące znaczenie w świecie zwierzęcym. Zjawisko to stanowi najbardziej skuteczną ochronę, jest najsilniejszym motorem w ontogenezie i w filogenezie. Jego brak prowadzi do śmierci jednostki i gatunku.”2 Tego rodzaju ge- neralizacja roli lęku wydaje się przesadą, gdyż chyba równie istotne – jeśli nie bardziej – dla utrzymania życia jednostki i gatunku są zasadnicze instynkty wymagające nieraz przezwyciężenia lęku: instynkt samozachowawczy, zachowania gatunku, instynkt macierzyński oraz popęd poznawczy skłaniający do eksploracji i poznawania świata.

Strach ma wielkie oczy – mówi przysłowie. W lęku świat przybiera formy tajemnicze i groźne. Są to metamorfozy inne niż te, z których tajemnicą człowiek spotykał się codziennie. Obserwował przemiany zgodne z rytmem pór roku, narodziny, życie i umieranie roślin i zwierząt, przeobrażanie się gąsienicy w motyla. Istota świata kryła się w jego niezmienności i ciągłym przeistaczaniu zgodnym z naturą. W myśl jej praw człowiek rodził człowieka, z nasiona wyrastała roślina dająca te same ziarna, noc następowała po dniu i te same gwiazdy o tej samej porze roku pojawiały się na firmamencie. Ale bywało, że ten harmonijny układ zakłócało coś nieprzewidzianego, co burzyło jego ład, budziło niepokój i lęk, podważało wiarę, że wszystko posuwa się po raz na zawsze ustalonych koleinach. Gasło słońce i jasny dzień przeradzał się w przerażającą ludzi i zwierzęta noc. Wśród ciał niebieskich, z których każde miało wyznaczone miejsce i rolę w kosmicznym panteonie, pojawiał się gaszący je swoim blaskiem intruz – kometa – i, przecinając niebo wbrew odwiecznie ustalonym torom, rwał więzy łączące rusztowania przepowiadanych losów. Kobieta rodziła potwora bez głowy lub o jednym oku, obłęd przeistaczał łagodnego człowieka w dziką bestię. Dotknięty chorobą twierdził, że jest demonem lub zwierzęciem, że nie poznaje samego siebie, że jego wygląd jest mu obcy i budzi w nim samym przerażenie. W takich chwilach ujawniały się siły chaosu mogące obalić harmonię wszechrzeczy, ukazywało się inne oblicze świata, szalonego w swojej nieprzewidzialności. Monstra przyrody personifikowały zło, które w swych przewrotnych metamorfozach wyszydzało i negowało oczywistość potęg prawa i dobra. Były gotowymi wzorami, z których fantazja mogła czerpać wzory do kreacji fantastycznych wynaturzeń, zasiedlających obszary magicznej wyobraźni człowieka.

Monstra służyły nie tylko swobodnej grze imaginacji, lecz za sprawą sił nadprzyrodzonych – dobrych i złych – miały do spełnienia wyznaczone im zadania. Były strażnikami świętych tajemnic, groziły cierpieniem, karą doczesną i wieczną za przekroczenie nakazów i zakazów. Niektóre sprzyjały człowiekowi, dawały się ubłagać modłami, przekupić ofiarami lub oszukać, jak to nieraz zdarzało się złośliwym, lecz głupim olbrzymom lub diabłom. Tak powstawała równowaga sił dobrych i złych, przychylnych i wrogich. Niejasny lęk konkretyzował się w demonie zła budzącym strach lub przemieniał w adorację bóstwa. Taką racjonalistyczną hipotezę powstania wiary w bogów postawił już Statius (poeta rzymski, ur. ok. 45, zm. 96) mówiąc: Primus in orbe deos fecit timor (Lęk pierwszy stworzył bogów na świecie) (Thebaides, III, 661). Jeśli jest to prawdą – to lęk był nie tylko jednym z czynników tworzących wierzenia religijne, lecz również źródłem twórczości artystycznej, a zwłaszcza sztuki fantastycznej.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>