Lęk zamaskowany w postawie terapeutycznej

Psychiatra broni się przed tym uczuciem etykietą choroby psychicznej, tą nazwą stara się wszystko wytłumaczyć. Ale gdy etykiety tej od razu nie umieści, gdy objawy zaburzeń psychicznych zamanifestuje ktoś z jego bliskich, wówczas ich albo nie dostrzega, albo wywołują one uczucie silnego zaskoczenia graniczącego z przerażeniem, a nawet grozą. Fakt, że w stosunku do chorych psychicznie od wieków stosowano metody najbardziej agresywne i nieludzkie, świadczy o tym, jak silny był lęk przed nimi. Wprawdzie współczesna psychiatria chlubi się swym humanitarnym podejściem, ale pod powierzchnią humanitaryzmu nie tak trudno nawet w niej doszukać się postaw lękowych i agresywnych. Nie jest to oskarżenie w stosunku do psychiatrów, ale zwrócenie uwagi na fakt, jak głęboko w naturze ludzkiej tkwi lęk przed zaburzeniem psychicznym. Lęk ten może być maskowany nadmierną opiekuńczością, dyskretną pogardą i lekceważeniem, przesadną tolerancją, która pozbawia chorego wszelkiej odpowiedzialności, a przecież odpowiedzialność jest właśnie cechą świadczącą o ludzkiej godności itp.

Lęk nie wpływa korzystnie na tworzenie się atmosfery środowiska macierzyńskiego, ważnej dla wyników terapeutycznych w medycynie somatycznej, a może w jeszcze większym stopniu w psychiatrii. Dziś wprawdzie w psychiatrii zwraca się szczególną uwagę na tzw. środowisko terapeutyczne, nie zawsze jednak pod „demokratycznymi” urządzeniami dla chorych kryje się prawdziwy dla nich szacunek i sympatia.

Właściwy klimat środowiska terapeutycznego nigdy się nie wytworzy, jeśli w stosunkach między chorymi a personelem i wśród personelu czai się brak zaufania i lęk. Lęk jest przeciwstawny miłości i jedno drugie niszczy.

Lęk odbiera też odwagę, a właśnie odwaga jest w medycynie cechą jak najbardziej potrzebną. I jeśli lekarze somatycy potrafią do końca walczyć ze śmiercią, nieraz na pozycjach z góry straconych, to w psychiatrii tego ducha odwagi często brakuje. Zbyt pochopnie szafuje się terminami, które sugerują brak wszelkiej nadziej, jak „schizofreniczny defekt”, „organika”, „psychopatia”. Nic tu już nie da się zrobić, psychiatra wycofuje się z pola walki.

W medycynie somatycznej cel jest jasno wyznaczony, chory ma wrócić do zdrowia, mniej więcej wiemy, czym jest zdrowie fizyczne. Znacznie trudniej jest określić zdrowie psychiczne, czy w ogóle coś takiego istnieje, a jeśli istnieje, czy nie zuboża ono psychiki ludzkiej. Psychiatra nie ma więc jasno wyznaczonego celu, do którego dąży, i dlatego łatwiej od lekarza somatyka poddaje się naciskowi choroby.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>